Sierpień 2022

Jeśli spytać lokalsów o Kirchtag, to prawie jak z koniem. Każdy wie, jaki jest. A gdyby chcieć wytłumaczyć komuś kto konia tzn Kirchtagu na oczy nie widział? To spróbuję.

Codzienny Villach jest miasteczkiem spokojnym. Niewiele tu się dzieje, choć jak na siódme co do wielkości miasto w Austrii, można by oczekiwać czegoś więcej. Oferta kulturalna raczej skromna, cokolwiek więcej dzieje się w Klagenfurcie lub nawet w Grazu. Oferta kulinarna jak kubki smakowe tubylców: raczej przytępiona do kuchni regionalnej i może włoskiej, a miłośnicy night live to mogą wybierać między jedynym klubem a przespaną nocą. Czasem coś drgnie w atrakcjach w ramach świąt czy zlotu harleyowców w pobliskim Faak am See, i tylko raz do roku grzecznie uczesane i siedzące z rączkami na kolanach Villach zamienia się w jedno wielkie tygodniowe party. Jest Ibizą, Amsterdamem, Ischgl i Berlinem na raz, na każdą noc, a w dzień jest lunaparkiem i festynem ludowym.

Kirchtagowy lunapark

Według ostrożnych szacunków, w czasach przedcovidowych do miasta zjeżdżało około 80 tysięcy ludzi dziennie. I w tym roku wygląda na podobny wynik (edit: wg wstępnych szacunków miasto odwiedziło około 450 tysięcy gości). Z okolicznych wiosek, miasteczek, z całej Austrii i z spoza niej, na trwający tydzień, najpopularniejszy, najdłuższy i najbardziej niezwykły Kirchtag na świecie. Odpust na sterydach godnych samego Arnolda S.

Nie da się ukryć, że jest tłoczno. Tłoczność ta rozpędza się z każdym dniem, w pierwszą niedzielę jeszcze powoli, bardziej pod dzieci i atrakcje dla nich, a później już, jak kula śniegowa dokładając coraz to więcej gości, imprez firmowych i końcowego piątkowo-sobotniego najazdu gości z Włoch.

Jeszcze nie tak tłoczno w niedzielę

Króluje ubiór lokalny: panów w lederhosach i w koszulach w drobne kwiatki lub kratkę i pań w drindlach, tu i ówdzie obficie podkreślających zdrowie lokalnych kalorii. Wszystko to okraszane ludową muzyką, co knajpa inną, lokalnym piwem Villacher i mnóstwem głośnych rozmów i śmiechów.

Można mieć różne plany na Kirchtag

Każdy tu jest i każdy spotyka każdego kogo zna od przedszkola, szkoły, płotu i biurka. Jak na tak dużą ilość osób w stanie różnym, i taki ścisk, zaledwie kilka incydentów dziennie to naprawdę nic. Jest bezpiecznie, uprzejmie i przyjaźnie. „Chorwat uderzył w twarz Karentczyka i uciekł”. „Pijany zablokował karuzelę” – to klasyczne poranne nagłówki z lokalnych portali.

Miasto faluje, śpiewa i tańczy. Jest lunapark ze strzelnicą i karuzelami na które tylko patrząc już kręci się w głowie, są foodtrucki, są do kupienia stroje ludowe i gadżety. Jest specjalna Kirchtagsuppe, którą zajada się ze słodką babką, są piwa warzone na tą okazję. Jest też drogo – piwo Villacher w cenie €5,90 znacznie przewyższa standartowe ceny.

Parada gmin w sobotnie popołudnie

W całym tym rwetesie muszę przyznać odnalazłem się całkiem znośnie i śmiało mogę powiedzieć, że to miła impreza.

Przyjeżdżajcie!