Czerwiec 2022

Widok na Weißensee od strony wschodniej

Wycieczki nad Weißensee już parę razy tu gościły, ale dotychczas były to zajęcia piesze. Czas na opis wypadu rowerowego.

Wczesnoczerwcowe lato trzyma się dobrze, lepiej nawet niż bym sobie wymarzył,
i jak na załączonych obrazkach, jest cudnie, słonecznie, że aż upalnie wręcz. Rowerowo taka cudność mimo wszystko nieco kłopotliwa, więc ruszać trzeba wcześniej.

Ścieżka na dziś, bo znów z kolegą, stricte szosowa: przez Puch, Feistriz, Kreuzen, nad jezioro, potem powrotnie Stockenboi, Zlan i znow Feistritz. Do Feistritz trasa prosta i znana, żeby nie powiedzieć nudna, choć po drodze piękne widoki. W tle widać było wciąż ośnieżone szczyty masywu wkoło Gloßglockner, najwyższej góry Austrii.

„Nudna” droga

Ciekawie zaczęło się za Feistritz, jak tylko droga zaczęła się podnosić. I jak zaczęła, tak trwało to przez ponad 7km, ze wzniosem około 400m. Ałć.

Momentami super stromo

Upał nie pomagał, myślę, że w ogóle nic nie mogło pomóc. Wywlokłem się w końcu do Kreuzen, ponad 1000mnpm , i miła niespodziana: dziś był tam Kirschtag.

Co to takiego ten Kirschtag? Można to tłumaczyć jako odpust, ale nie do końca oddaje do ducha imprezy. To święto patrona wioski. Wiadomo, Austria jest w tradycji katolicka, ale to święto bardzo lokalne i ludyczne, bardziej może przypomina polskie dożynki. Schemat prosty: ubierz się w tradycyjny strój: panowie lederhosen, panie drindl, kościół, strażacy, muzyka i piwo z lokalnymi przysmakami. Każdy zna każdego, każdy przychodzi z rodziną i nawija najstraszniejszym dialektem jaki można wpuścić komuś w uszy.

Kirschtag w Kreuzen

Przy tym skwerku był, również częsty na trasach w Karyntii, kranik z zimną, pitną wodą. W sam raz by uzupełnić opustoszały na wjeździe bidon.

Dalej już pędziliśmy z górki, bardzo szybko, asfalt niedawny i idealnie równy. Niestety, nie na całej trasie – zima robi swoje. Zniknął zaraz jak skręciliśmy z drogi na Hermagor/ Nötsch (jechałem tam w zeszłym roku – jest okrutnie pod górę), by wybrać trasę w kierunku Weißensee. Jeszcze raz musieliśmy wyjechać na ponad 1000mnpm, tym razem na szczęście na dłuższym odcinku, więc wznios nie taki ostry, wręcz przyjemny, jeśli pominąć kilka „ząbków”. Potem znów zjazd z pięknym po drodze jeziorem Farchtnersee.

Obłędne kolory Farchtnersee, 985mnpm

Jak widać, na chwilę asfalt przeszedł w żwirek, idealnie pod mój gravelowy rower, kolega niestety musiał zwolnić. Na szczęście gumy nie było, i później jeszcze długi, ze 12km zjazd do skrętu na cel wycieczki.

Trasa dziś falista, okolica daje na chwilę odpocząć zjazdem, ale zaraz przypomni, że w górach musi być pod górkę. Ale w końcu, dojechane.

Weißensee słynie z błękitów

Zatrzymaliśmy się na piwie, niestety nie bezpośrednio na plaży. Jeszcze dwa lata temu była ogólnodostępna, teraz ogrodzona i z płatnym wstępem. Nie było naszym zamiarem się kąpać, choć woda dziś około 20C; nie wiem więc ile wstęp. Posiedzieliśmy nieco i czas na powrót.

Po drodze, co prawie przegapiliśmy będąc w prędkościach zjazdowych, przepiękny wodospad.

Wodospad Stockenboi

Jest całkiem spory, dziś nieco mniej intensywny, wręcz niemrawy, bo dawno nie padało, ale będąc tu kiedyś widziałem, jak może być imponujący. Warto się na chwilę zatrzymać i popatrzeć.

Po chwili znów pędziliśmy, raczej w dół, aczkolwiek podjazd pod Zlan był znów wymagający – znak pokazywał 18%, na szczęście podjazd nie był za długi, jakieś 1,5km. No i widoki – dla odmiany obłędne;)

Zlaner Stausee

Szybki zjazd do Feistritz i potem pod wiatr, ale już płasko do Villach. Doskonały dzień

Szczegóły trasy poniżej:

Mapka i grafika pochodzą z serwisu strava.com