Maj 2022

Zjazd do Moosburg, w tle zamek

W końcu przyszedł ten niedzielny dzień maja. Ciepły, ba, gorący. I słoneczny. Od rana mówiący, że należy się całodniowy rower. Bardzo wyczekiwany, no bo ile może lać w każdy weekend?

Tym razem umówiłem się na wycieczkę z kolegą, który właśnie nabył gravela i koniecznie musiał go sprawdzić w trasie. Zatem trasa nie za trudna, ale trochę dłuższa, tak żeby jakieś sensowniejsze kilometry nakręcić, ale się nie zniechęcić.

Pętla wzdłuż Ossiachersee, przez Feldkirchen, Moosberg i Pörtschach wzdłuż Wörthersee była już przeze mnie kilka razy zaliczona, więc nieco modyfikacji dla urozmaicenia i można było jechać.

Okazało się, że akurat tej niedzieli zamknięta dla samochodów jest cała droga wkoło Ossiachersee, co w praktyce oznaczało nieco kłopotów, ponieważ ruch rowerów był jednokierunkowy (o czym przypomniał nam uprzejmie pan policjant, jak widać na mapie). Ponadto było mnóstwo rowerzystów o różnym tempie jazdy i przytomności umysłu, przez co płynna jazda była nieco kłopotliwa.

Dziś żadnych aut wokół Osiachersee

Takie dni bez aut organizuje się raz czy dwa w roku, także wkoło Wörthersee. Z pewnością taka akcja ma swoje zalety, zwłaszcza dla turystów i rodzin z dziećmi, jeśli akurat na nią trafią. Dziwnie mi się jednak jeździło w takim tłumie.

Po odłączeniu się od pielgrzymek za cel obraliśmy niewielkie, ale bardzo urocze jeziorko Maltschacher. Otoczone jest ono malowniczymi górkami, co także oznacza, że to rejon wielu krótkich, ale intensywnych podjazdów (kolega jeszcze nie zdążył polubić). Jak ktoś zgłodniał, to polecam bardzo pizzerię Venezia przy drodze B95. Pyszna pizza i przystępne ceny.

Podjazdy w okolicy Maltschacher

Maltschacher See, zdj z pazdziernika

Podgórek na szczęście nie było zbyt dużo, tak tylko by poczuć, że ma się wiele przełożeń;) a potem przyjemny zjazd w kierunku Moosberg (zdjęcie tytułowe)

To małe i urocze miasteczko, można zatrzymać się na kawę, a potem jedzie się przez ostatni, może nawet najostrzejszy podjazd w całej trasie, przez las, aż do zjazdu wprost do Pörtschach położonego bezpośrednio nad Wörthersee.

Kawiarnia Rana Casino w Pörtschach, w tle Pyramidenkogel

Pörtschach to bardzo wypasiona miejscówka. Pełno w niej eleganckich willi, zapewne niektóre z czasów jeszcze C-K. Niby Velden przyciąga wszystkich imprezowiczów i szpanerów, ale to w Pörtschach wydaje się pomieszkiwać cała śmietanka.

Od Pörtschach do Villach już tylko 25km, niemal cały czas płasko, wzdłuż jeziora i ścieżkami rowerowymi. Bardzo przyjemna jazda, choć 27 stopni ciepła zaczęło dawać się we znaki. Do Villach wjechaliśmy przez Drauweg i Silbersee, czyli trasę rowerową 2C wzdłuż Drawy i mały staw, gdzie latem – a nawet już teraz (woda jakieś 18C) mieszkańcy Villach przychodzą odpoczywać i pływać. Są tam korty, boiska do piłki plażowej i wypożyczalnie sprzętu, a także knajpa. Na przyległym parkingu można też nocować, za dodatkową opłatą, kamperami.

Trasę netto zrobiliśmy w 3:50, brutto chyba ponad 5h, ale jak to nie zażywać weizena w po drodze w taki upał?